W życiu każdego z nas są takie momenty, w których możemy góry przenosić. Niestety - są także takie, w których najlepiej wychodzi nam ... użalanie się nad sobą. Nie powinniśmy, nawet nie możemy się w takich chwilach "biczować" - trzeba je po prostu przeżyć. Nie warto się przed nimi bronić, bo będziemy jak klaun w cyrku z przyklejonym uśmiechem, w sztuce zwanej życiem. Kiedy jednak zyskamy świadomość tego, w jakim stanie obecnie jest nasza dusza i będziemy wiedzieli, jak sobą pokierować - możemy na tym tylko zyskać. W życiu jest czas siewu i czas zbierania plonów. Ten, w którym jesteśmy zagubieni i wszystko nas przerasta, powinniśmy traktować, jak czas siewu. Wtedy przeważnie rodzi się "MYŚL". Czy zadajecie sobie jakiekolwiek pytania na beztroskich wakacjach, przy piwku z przyjaciółmi? Myślę, że nie, choć pewnie znaleźlibyśmy wyjątki od reguły. Wszelkie rozwiązania rodzą się wtedy, kiedy jesteśmy na zakręcie - kiedy walczymy, niekiedy z samym sobą, zasmarkani, zapłakani z myślą, że "nie dam rady". A jednak :-). Człowiek skonstruowany jest pięknie :-). Działa zgodnie z regułą, że po burzy zawsze jest słońce. Jedyne, czego musimy się nauczyć to to, jak tę burzę konstruktywnie przetrwać....Jak to zrobić? Po pierwsze - drobny deszczyk możemy przechytrzyć. Sposobów jest wiele: rodzina, przyjaciele, dobry film przy lampce wina, kąpiel. Każdy z nas ma swoje sposoby na relaks. Bywają jednak momenty, w których nie jesteśmy w stanie oprzeć się burzy. Co wtedy? Chyba po prostu - trzeba się na nią przygotować. Kalosze na nogi, parasol w dłoń ;-)!...Nikt nie zna nas przecież tak dobrze, jak my sami! Nikt o nas tyle nie wie! Dlaczego więc jesteśmy swoimi największymi krytykami? I dlaczego sami od siebie najwięcej wymagamy? Warto byłoby podejść do sprawy obiektywnie. Mieć świadomość tego, co nas czeka i dać sobie na to przyzwolenie. W tym czasie, opiekować się sobą tak, jak opiekujemy się chorym dzieckiem. Pogłaskać, dokarmić zmysły, nawet przez chwilę współczuć, a co tam! Spróbujcie, a zobaczycie, że gorszy czas skończy się dwa razy szybciej, niż się zaczął. Tylko człowiek w pełni świadomy siebie, jest w stanie uczynić atut z okresu, w którym nie powodzi mu się najlepiej. Jeżeli nie atut, to przynajmniej odpoczynek w biegu przez życie, a jak sami wiecie - nierzadko jest to również bieg z przeszkodami, przez "płotki". Im szybciej to zrozumiemy, tym szybciej będziemy "otrzepywać" się z emocji i z nowymi siłami wracać "do żywych". Jeśli przy tym zakiełkuje w nas jakaś myśl - tym lepiej. Pielęgnujmy ją w sobie, pomóżmy się rozwijać, a jest nadzieja, że potem będziemy zbierać plony. I życie znów nabierze barw - pięknych, jak tęcza :-).
www.efekt-motyla.eu
piątek, 16 listopada 2012
sobota, 10 listopada 2012
Sezon na DYNIĘ.
Sezon na dynię trwa !
I trwać będzie aż do lutego.
Ostatnio kupiłam połowę ogromnej za bagatela ...0,99gr.!
Dlaczego więc nie jest tak popularna, jak jej krewniacy: ogórek i melon?
...Chyba chodzi o to, że nie wiemy, jak ten temat ugryźć.
Duża i ciężka, stanowi wyzwanie dla przeciętnego kucharza. Trzeba nieco siły i czasu (ukłon w stronę panów), żeby ją rozbroić :-). Od momentu kupienia mamy na to miesiąc, pod warunkiem, że trzymamy ją w lodówce.
Kiedy więc pozbędziemy się już skóry - skorzystajmy nie tylko z miąższu, ale też z pestek. Miąższ warto pokroić w kostkę, podzielić na porcje do plastikowych pudełek lub torebek i po prostu - zamrozić. Pestki zaś - kładziemy na ręczniku papierowym w dość ciepłym miejscu (np. parapecie nad kaloryferem) i pozostawiamy do wyschnięcia.
Ze względu na obecność NNKT (niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych), radziłabym nie wkładać ich do piekarnika, ani tym bardziej nie podgrzewać.
Właściwości PESTEK DYNI:
- w profilaktyce rozrostu i zapalenia gruczołu krokowego u panów ( fitosterole, cynk);
- wykazują działanie moczopędne, stosowane w stanach zapalnych nerek i pęcherza;
- w profilaktyce miażdżycy (NNKT, fitosterole);
- w walce z trądzikiem, wypadaniem włosów i problemami skórnymi (cynk);
- w zwalczaniu pasożytów przewodu pokarmowego (kukurbitacyna);
- pozytywnie na funkcjonowanie ukł. nerwowego, w tym mózgu (lecytyna);
Właściwości MIĄŻSZU DYNI:
- poprawa kolorytu skóry, ochrona przed promieniami UV (karoten);
- pozytywny wpływ na skórę, włosy i paznokcie, w leczeniu trądziku i opryszczki (cynk);
- dobroczynne działanie na układ trawienny i pracę jelit (błonnik);
- bogactwo witamin i minerałów (B1, B2 ,PP, E, C, żelazo, fosfor, magnez, selen, miedź, mangan i wspomniany wcześniej cynk);
Moja przygoda z dynią zaczęła się dokładnie rok temu.
Od tej pory, raz na jakiś czas, staram się przyrządzać zupę krem z dyni.
Sama dynia jest jałowa i bezsmakowa, natomiast dobrze przyprawiona - pyszna!
Oto mój przepis ( prosty i szybki -dla zapracowanych :-)):
na 1,5l
- dość duża cebula,
- 3 ząbki czosnku;
- bulion (żadnych kostek z glutaminianem! - można przyrządzić go wcześniej w większej ilości i pozamrażać; osobiście trzymam w domu także bulion warzywny, zakupiony w sklepie ze zdrową żywnością);
- dynia zamrożona w kostkę;
- mrożona mini-marchewka, czasem ziemniak (ale niekoniecznie);
- kurkuma, curry;
- ciemny, razowy chleb, ser pleśniowy lub dobra smakowa oliwa, np. z suszonych pomidorów;
Na oleju rzepakowym podsmażam cebulę, jak już się zeszkli - dodaję czosnek. Całość wrzucam do gara :-), zalewam bulionem, dodaję dynię (i inne składniki). Gotuję max.15-20 minut (do momentu, aż dynia będzie miękka), dodaję kurkumę (praktycznie bezsmakowa, ale bardzo zdrowa!) i curry (tu z wyczuciem, zmienia smak), blender w dłoń... i miksujemy całość. Do tego razowy chleb polany oliwą z suszonych pomidorów lub cienkim plasterkiem sera pleśniowego... pycha!
Podobno równie smaczne są placki dyniowe, które robi się na tej samej zasadzie, co ziemniaczane, słyszałam też o przepysznym cieście dyniowym.
I co Wy na to? Dla mnie rewelacja!
P.S. Czy wiecie, że najwiekszą dynię na świecie wyhodowano w miasteczku New Richmond w USA. Ważyła "jedyne" 821 kg!!! i została wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa. Natomiast w Polsce największą dynię wyhodował rolnik spod Opola - jedyne 250kg! :-)
www.efekt-motyla.eu
I trwać będzie aż do lutego.
Ostatnio kupiłam połowę ogromnej za bagatela ...0,99gr.!
Dlaczego więc nie jest tak popularna, jak jej krewniacy: ogórek i melon?
...Chyba chodzi o to, że nie wiemy, jak ten temat ugryźć.
Duża i ciężka, stanowi wyzwanie dla przeciętnego kucharza. Trzeba nieco siły i czasu (ukłon w stronę panów), żeby ją rozbroić :-). Od momentu kupienia mamy na to miesiąc, pod warunkiem, że trzymamy ją w lodówce.
Kiedy więc pozbędziemy się już skóry - skorzystajmy nie tylko z miąższu, ale też z pestek. Miąższ warto pokroić w kostkę, podzielić na porcje do plastikowych pudełek lub torebek i po prostu - zamrozić. Pestki zaś - kładziemy na ręczniku papierowym w dość ciepłym miejscu (np. parapecie nad kaloryferem) i pozostawiamy do wyschnięcia.
Ze względu na obecność NNKT (niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych), radziłabym nie wkładać ich do piekarnika, ani tym bardziej nie podgrzewać.
Właściwości PESTEK DYNI:
- w profilaktyce rozrostu i zapalenia gruczołu krokowego u panów ( fitosterole, cynk);
- wykazują działanie moczopędne, stosowane w stanach zapalnych nerek i pęcherza;
- w profilaktyce miażdżycy (NNKT, fitosterole);
- w walce z trądzikiem, wypadaniem włosów i problemami skórnymi (cynk);
- w zwalczaniu pasożytów przewodu pokarmowego (kukurbitacyna);
- pozytywnie na funkcjonowanie ukł. nerwowego, w tym mózgu (lecytyna);
Właściwości MIĄŻSZU DYNI:
- poprawa kolorytu skóry, ochrona przed promieniami UV (karoten);
- pozytywny wpływ na skórę, włosy i paznokcie, w leczeniu trądziku i opryszczki (cynk);
- dobroczynne działanie na układ trawienny i pracę jelit (błonnik);
- bogactwo witamin i minerałów (B1, B2 ,PP, E, C, żelazo, fosfor, magnez, selen, miedź, mangan i wspomniany wcześniej cynk);
Moja przygoda z dynią zaczęła się dokładnie rok temu.
Od tej pory, raz na jakiś czas, staram się przyrządzać zupę krem z dyni.
Sama dynia jest jałowa i bezsmakowa, natomiast dobrze przyprawiona - pyszna!
Oto mój przepis ( prosty i szybki -dla zapracowanych :-)):
na 1,5l
- dość duża cebula,
- 3 ząbki czosnku;
- bulion (żadnych kostek z glutaminianem! - można przyrządzić go wcześniej w większej ilości i pozamrażać; osobiście trzymam w domu także bulion warzywny, zakupiony w sklepie ze zdrową żywnością);
- dynia zamrożona w kostkę;
- mrożona mini-marchewka, czasem ziemniak (ale niekoniecznie);
- kurkuma, curry;
- ciemny, razowy chleb, ser pleśniowy lub dobra smakowa oliwa, np. z suszonych pomidorów;
Na oleju rzepakowym podsmażam cebulę, jak już się zeszkli - dodaję czosnek. Całość wrzucam do gara :-), zalewam bulionem, dodaję dynię (i inne składniki). Gotuję max.15-20 minut (do momentu, aż dynia będzie miękka), dodaję kurkumę (praktycznie bezsmakowa, ale bardzo zdrowa!) i curry (tu z wyczuciem, zmienia smak), blender w dłoń... i miksujemy całość. Do tego razowy chleb polany oliwą z suszonych pomidorów lub cienkim plasterkiem sera pleśniowego... pycha!
Podobno równie smaczne są placki dyniowe, które robi się na tej samej zasadzie, co ziemniaczane, słyszałam też o przepysznym cieście dyniowym.
I co Wy na to? Dla mnie rewelacja!
P.S. Czy wiecie, że najwiekszą dynię na świecie wyhodowano w miasteczku New Richmond w USA. Ważyła "jedyne" 821 kg!!! i została wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa. Natomiast w Polsce największą dynię wyhodował rolnik spod Opola - jedyne 250kg! :-)
www.efekt-motyla.eu
środa, 7 listopada 2012
W hołdzie mamom;
"Kura i jajko" B. Michalec
Rano wiadomość przyszła doniosła:kurka z podwórka dziś jajo zniosła.
Posłanie w gnieździe dla jaja mości,
a przy kurniku jest już tłum gości.
(...)Szybko utworzył się porad kącik:
-Czym jajko przejdzie, tym później trąci.
(...)Wszystkie zwierzęta pomogą kurze,
kura ma grono przyjaciół duże.
-Wśród nas twe jajko bezpieczne będzie,
a ty w tym czasie posiedź na grzędzie.
Odpoczniesz sobie i sił nabierzesz,
żeby wieczorem przyjść na wieczerzę.
Kura dziękuje, bardzo wzruszona:
Dziękuję! Jestem "ciut" zmęczona...
(...)Z zachwytu zapiał kogut - mąż kury,
który z natury był dość ponury.
-Bardzo się cieszę! Cudownie! Klawo!
A teraz chodźmy na ciastko z kawą.
Och, nic wielkiego - rzecze z przejęciem-
ot takie małe, skromne przyjęcie.
Idziemy!Poszli!Kogut, pies z kotem,
a świnia z osłem za nimi potem.
Koń, trzy króliki, indyk i kaczka -
tak za kogutem szła zwierząt paczka.
Gdy się zamknęła za nimi brama,
została kura wraz z jajkiem SAMA.
A gdzie jest kogut? Gdzie z kozą owca?
Nie ma psa, osła, kota dachowca...
Tylu ich było tu do pomocy,
i gdzie sa wszyscy?Więc sama w nocy
zmęczona kura przy jajku skacze,
płacze i gdacze, gdacze i płacze,
kiedy dla jajka łóżeczko ściele.
Cóż jest lepszego, niż przyjaciele...
... A wniosek z tego taki, że przysłowie "umiesz liczyć - licz na siebie", jest jak najbardziej aktualne, jeżeli chodzi o macierzyństwo :-). Pomoc owszem, od czasu do czasu, ale cała codzienność, jej cienie i blaski - idzie na nasze barki, drogie mamy! Dlatego też, jeśli decydujecie się na pierwszego, bądź kolejnego potomka - róbcie to świadomie, zdecydowanie bez presji otoczenia. Wtedy, gdy poczujecie, że macie siłę i jesteście w pełni gotowe ...
Nowe Życie jest bardzo ważne, tak jak bardzo ważne dla świata jesteście Wy.
www.efekt-motyla.eu
SPIS TREŚCI:
http://twojefektmotyla.blogspot.com/2013/09/spis-tresci.html
niedziela, 4 listopada 2012
Nie bądź "kwaśny"!
Na początek ustalmy, czym dokładnie jest równowaga kwasowo - zasadowa organizmu?
Otóż, każdy z Was zetknął się na pewno z pojęciem pH. pH to stężenie jonów wodorowych, które jest miarą kwasowości lub zasadowości danego roztworu. A teraz wyobraźcie sobie nasz organizm jako ogromną fabrykę , w której zachodzą miliony procesów życiowych. Aby te procesy przebiegały prawidłowo, powinien panować tu stan równowagi (tzw. homeostaza organizmu).
Taką homeostazę warunkuje właśnie pH krwi, które waha się w granicach 7,35-7,45 ( odczyn lekko zasadowy). Znaczne odchylenie od tego stężenia, może prowadzić do szeregu chorób, z których najważniejsze to kwasica i zasadowica. Zasadowica występuje dużo rzadziej...
Epidemią XXI wieku jest zdecydowanie kwasica, albo jej lżejsza postać - zakwaszenie organizmu.W naszych czasach ponad połowa ludzi jest zakwaszona, co więcej - rodzą nam się "kwaśne" niemowlaki. Kwaśne środowisko znacznie obciąża nasz organizm, mobilizuje wręcz układ odpornościowy, który zamiast zmagać się z konkretnym zagrożeniem, ustanawia sobie za priorytet utrzymanie gospodarki kwasowo-zasadowej. Co więcej, komórki nowotworowe rewelacyjnie namnażają się w środowisku kwaśnym, podczas gdy zdrowe - giną. Zakwaszony organizm szybciej się starzeje. Pojawiają się zmarszczki, opuchlizny, bóle, ale też refluks, zaburzenia snu, zaparcia. U młodszych krostki i pryszcze. Spada ogólna wydolność organizmu. Wszystko to prowadzi do znanych nam chorób cywilizacyjnych.
Wg znawców zagadnienia - zakwaszone jest 85% populacji!!!
Zakwaszeni są dorośli, ale też i dzieci...
Co więcej!: "kwaśne" mamy rodzą "kwaśne" noworodki...
Na pytanie - jak temu zapobiec? - jest tylko jedna odpowiedź:
NALEŻY PRAWIDŁOWO KOMPONOWAĆ POSIŁKI!
Żeby zrobić to dobrze, musicie znać podział na produkty kwaso- i zasadotwórcze.
Produkty zasadotwórcze to te, które zawierają dużo wapnia, magnezu i potasu (kationy):
- wszystkie owoce i warzywa;
- ziarna sezamu, dyni, słonecznika;
- kasza jaglana i gryczana;
- ziemniaki, buraki;
Produkty kwasotwórcze to te, które zawierają dużo związków chloru, siarki i fosforu (aniony):
- mięso, jaja, nabiał;
- chleb, inne kasze (patrz wyżej);
- produkty z białej maki i przetworzone;
- orzechy, slodycze, cukier;
- alkohol, kawa, czarna herbata;
Jak więc powinien wyglądać nasz posiłek?
Nie będziemy bawić się w przeliczanie, czego i ile należy spożyć w gramach - to nie moja bajka.Wystarczy podzielić swój talerz na 4 części, z czego ćwiartkę powinno stanowić białko (mięso, jajko, itp), kolejna ćwiartkę węglowodany (kasze, ziemniaki, ryż, makaron). Resztę pozostawmy dla warzyw w przeróżnej postaci: surówki, bezmięsne leczo, buraczki, marchewka z groszkiem (tu uwaga na zasmażki i doprawianie). Jeśli nie jesteście w stanie zjeść tyle "zieleniny" :-), możecie część z nich zastąpić owocami, na pół godz. przed posiłkiem.
Na początku, komponowanie takiego posiłku, może wydać się Wam skomplikowane. Kiedy jednak dojdziecie do wprawy, przyrządzanie go w odpowiednich proporcjach, stanie się naturalne i proste. Tak jak naturalne i "proste" powinno być to, co jemy.
Zatem...
Cóż z tego dla Nas?
Ster we własnych rękach, odpowiedzialność za swoje zdrowie, a co za tym idzie - lepsze życie.... Czego chcieć więcej ;-)?
P.S. Mały paradoks! Cytryna, choć kwaśna - jest silnie zasadowym "lekarstwem" na zakwaszenie organizmu. To sprawdzony naukowo fakt!
www.efekt-motyla.eu
SPIS TREŚCI:
http://twojefektmotyla.blogspot.com/2013/09/spis-tresci.html
Otóż, każdy z Was zetknął się na pewno z pojęciem pH. pH to stężenie jonów wodorowych, które jest miarą kwasowości lub zasadowości danego roztworu. A teraz wyobraźcie sobie nasz organizm jako ogromną fabrykę , w której zachodzą miliony procesów życiowych. Aby te procesy przebiegały prawidłowo, powinien panować tu stan równowagi (tzw. homeostaza organizmu).
Taką homeostazę warunkuje właśnie pH krwi, które waha się w granicach 7,35-7,45 ( odczyn lekko zasadowy). Znaczne odchylenie od tego stężenia, może prowadzić do szeregu chorób, z których najważniejsze to kwasica i zasadowica. Zasadowica występuje dużo rzadziej...
Epidemią XXI wieku jest zdecydowanie kwasica, albo jej lżejsza postać - zakwaszenie organizmu.W naszych czasach ponad połowa ludzi jest zakwaszona, co więcej - rodzą nam się "kwaśne" niemowlaki. Kwaśne środowisko znacznie obciąża nasz organizm, mobilizuje wręcz układ odpornościowy, który zamiast zmagać się z konkretnym zagrożeniem, ustanawia sobie za priorytet utrzymanie gospodarki kwasowo-zasadowej. Co więcej, komórki nowotworowe rewelacyjnie namnażają się w środowisku kwaśnym, podczas gdy zdrowe - giną. Zakwaszony organizm szybciej się starzeje. Pojawiają się zmarszczki, opuchlizny, bóle, ale też refluks, zaburzenia snu, zaparcia. U młodszych krostki i pryszcze. Spada ogólna wydolność organizmu. Wszystko to prowadzi do znanych nam chorób cywilizacyjnych.
Wg znawców zagadnienia - zakwaszone jest 85% populacji!!!
Zakwaszeni są dorośli, ale też i dzieci...
Co więcej!: "kwaśne" mamy rodzą "kwaśne" noworodki...
Na pytanie - jak temu zapobiec? - jest tylko jedna odpowiedź:
NALEŻY PRAWIDŁOWO KOMPONOWAĆ POSIŁKI!
Żeby zrobić to dobrze, musicie znać podział na produkty kwaso- i zasadotwórcze.
Produkty zasadotwórcze to te, które zawierają dużo wapnia, magnezu i potasu (kationy):
- wszystkie owoce i warzywa;
- ziarna sezamu, dyni, słonecznika;
- kasza jaglana i gryczana;
- ziemniaki, buraki;
Produkty kwasotwórcze to te, które zawierają dużo związków chloru, siarki i fosforu (aniony):
- mięso, jaja, nabiał;
- chleb, inne kasze (patrz wyżej);
- produkty z białej maki i przetworzone;
- orzechy, slodycze, cukier;
- alkohol, kawa, czarna herbata;
Jak więc powinien wyglądać nasz posiłek?
Nie będziemy bawić się w przeliczanie, czego i ile należy spożyć w gramach - to nie moja bajka.Wystarczy podzielić swój talerz na 4 części, z czego ćwiartkę powinno stanowić białko (mięso, jajko, itp), kolejna ćwiartkę węglowodany (kasze, ziemniaki, ryż, makaron). Resztę pozostawmy dla warzyw w przeróżnej postaci: surówki, bezmięsne leczo, buraczki, marchewka z groszkiem (tu uwaga na zasmażki i doprawianie). Jeśli nie jesteście w stanie zjeść tyle "zieleniny" :-), możecie część z nich zastąpić owocami, na pół godz. przed posiłkiem.
Na początku, komponowanie takiego posiłku, może wydać się Wam skomplikowane. Kiedy jednak dojdziecie do wprawy, przyrządzanie go w odpowiednich proporcjach, stanie się naturalne i proste. Tak jak naturalne i "proste" powinno być to, co jemy.
Zatem...
Cóż z tego dla Nas?
Ster we własnych rękach, odpowiedzialność za swoje zdrowie, a co za tym idzie - lepsze życie.... Czego chcieć więcej ;-)?
P.S. Mały paradoks! Cytryna, choć kwaśna - jest silnie zasadowym "lekarstwem" na zakwaszenie organizmu. To sprawdzony naukowo fakt!
www.efekt-motyla.eu
SPIS TREŚCI:
http://twojefektmotyla.blogspot.com/2013/09/spis-tresci.html
Subskrybuj:
Posty (Atom)